O Matko! Znowu dzisiaj nic nie zrobiłaś!

Droga Matko pracująca z domu…

O 7.03 wstałaś wyrwana ze snu okrzykami Indian domagających się strawy i świeżych piór do zatknięcia za ucho. Więc poszłaś przygotować śniadanie dla wszystkich poza sobą. Okazali litość, mogli wstać 5.07. Po drodze sypnęłaś kotu karmy i zmieniłaś wodę na świeżą. Zebrałaś pranie idąc po czyste ciuszki dla Indian i od razu je złożyłaś, bo akurat zajęci byli graniem na listwach żaluzji w oknie balkonowym (zamkniętym, spieszę uspokoić). Aby Indianie mogli bawić się w przyjemnej atmosferze wietrzysz pokój dzienny, a przy okazji pościel, a potem przebierasz ich kolejny raz bo na pewno ubrudzili się śniadaniem, farbami do malowania palcami, które zdołali znaleźć w zabezpieczonej szufladzie (kto robi te zabezpieczenia?) albo… no, wiadomo czym.

Zanim zdołasz przełknąć choćby łyk zimnej już kawy przypominasz sobie, że wyjście męża do pracy jest realną szansą na wyniesienie śmieci, więc spieszysz mu o tym przypomnieć, podając w drzwiach worek, a sama przypominasz sobie o telefonie do przychodni, żeby umówić szczepienie, które już było umówione, ale trzeba było odwołać z powodu kataru na prerii. Jeśli katar nadal panuje, wszystkie powyższe czynności są przerywane pomocą w opróżnianiu nozdrzy, a trwa to długo, ponieważ trzeba dwadzieścia razy wybrać numer przychodni, by raz się do niej dodzwonić. Zanim maluchy opanują salon,trzeba uprzątnąć ślady nocnej pracy (w końcu wieczór i noc to naturalny czas na pracę dla wszystkich) i przywrócić stan względnego bezpieczeństwa, bez laptopa, który można anektować (a także pomalować mazakami i obrócić obraz na ekranie o 180 stopni), kabli, ładowarek, dokumentów z drukarki, plannera oraz trzech kubków z fusami po kawie, które z niezrozumiałych przyczyn uważane są wśród czerwonoskórych za wspaniały materiał do ekspresji plastycznej, a których o 3 w nocy za Chiny Ludowe nie ma się ochoty sprzątać. Następnie wystarczy tylko odkurzyć kocie włosy i poroznoszony żwirek (nie ma, nie ma żwirku na tym świecie, którego spokojny dachowiec nie zdołałby rozwlec po całym mieszkaniu), przelecieć podłogi (jakby nie uważać, zawsze są okruchy chleba, a także kocie włosy i dużo innych smakowitych kąsków dla CSI), ponieważ w domu żyją smakosze-amatorzy wszystkich paprochów bytujących na podłodze, wstawić pranie (wczoraj szły kolory, więc dzisiaj białe, albo ręczniki, dzień bez prania to dzień stracony), zmiksować truskawki z jogurtem, wstawić do piekarnika jednogarnkowe danie obiadowe (5 minut, pozostałe 20 to obieranie i szatkowanie tysiąca zdrowych jarzyn), zamówić przez internet prezent dla szwagra na imieniny, umyć zęby i resztę (szybko!), sprzątnąć kotu kuwetę, zamówić zakupy przez internet, 30 razy zagadać do dziecka o czymś inteligentnym, puścić mu piosenkę „Jesteśmy jagódki”,względnie „Kundel Bury” i śpiewając razem z nim porobić głupie miny, nie pozwalając jednocześnie skakać po siatkach z warzywami, ani rzeźbić w mące i soli, odbyć trzy rozmowy telefoniczne, których naprawdę nie można zignorować, przetrzeć blat, posprzątać po śniadaniu, i już o 12.07 można zacząć pracować. Aż do 12.36, zwanej także godziną „koniec-drzemki-pora-na-obiad-nudzi-mi-się”.
W 29 minut można bardzo dużo zrobić, a czego się nie zdąży, to się poprawi w nocy, prawda..?

Joanna
Joanna
Joanna Miłkowska – Rębowska – psycholog, autor, żona, adwokat, szkoleniowiec, mediator, mama (kolejność chronologiczna).

3 Komentarze

  1. Marta napisał(a):

    Przeczytałam i aż mi się tak ciepło zrobiło na serducho, że nie tylko mój dzień tak wygląda 😀 Z tym, że na razie mam jeszcze jednego Indianina w plemieniu 🙂

  2. Genialny wpis! Mimo że zaraz północ, to się uśmiecham, bo.. naprawdę myślałam, że tylko ja tak mam, że się nie wyrabiam. Mam dwie Indianki: niespełna 3-letnią i 4-miesięczną, więc nawet prace domowe są trudne do okiełznania. Blogowanie? Tylko nocami. Ewentualnie planowanie w myślach podczas karmienia najmłodszej. Zakupy? Ciężka sprawa, gdy pod blokiem plac zabaw jeden obok drugiego i trzeciego 🙂 Z tym dodzwonieniem się do przychodni to myślałam, że tylko u nas w Opolu jest coś nie halo. A jednak to norma… 🙂 Pozdrawiam cieplutko!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.