Dlaczego warto się kłócić?

kłótnie

Niektórzy uwielbiają konfrontacje. Wystarczy im wcięcie się kogoś do kolejki, albo zajechanie drogi na autostradzie i już są „gotowi”. W domu też sobie nie żałują – podpalają się szybko i całym sobą zdają się mówić „no chodź!”

Inni nie cierpią się kłócić. Jak tylko mogą unikają tarć. Wolą zmilczeć, przemilczeć, zdzierżyć, wytrzymać. Zrezygnować z czegoś, na czym im zależy, odpuścić, obiecać sobie, że następnym razem to już na pewno się upomną o swoje.  Z wierzchu woda spokojna, a pod spodem kocioł.

Ci pierwsi często bywają agresywni, roszczeniowi, słyszą tylko siebie i traktują rozmówcę bez szacunku.
Ci drudzy tłumią emocje, duszą wszystko ”w sobie” i dorabiają się wrzodów.

Tak źle i tak niedobrze. Więc jak to jest? Kłócić się czy siedzieć cicho? Odpowiedź jest prosta. Warto się kłócić. Kłótnie są dobre, dla Ciebie i dla Twojego związku. Trzeba tylko wiedzieć, jak się kłócić. O tym w następnym wpisie. A tymczasem – dlaczego warto się kłócić?

1. Kłótnie pozwalają upuścić pary

Kłótnia, w której powiesz (albo wykrzyczysz) co Ci leży na sercu pomaga pozbyć się negatywnych emocji i uwolnić napięcie. Kłócisz się, zamiast pół nocy przewracać z boku na bok i myśleć o kiepskim partnerze. Albo koić nerwy kieliszkiem wina. Tłumienie emocji nie jest zdrowe. Nie oznacza to, że emocje mają Tobą rządzić, a tym bardziej, że masz postąpić tak, jak pod wpływem impulsu masz ochotę – rozkwasić nos na przykład. Stanięcie w szranki, czyli kłótnia, oznacza jednak, że dajesz upust negatywnym emocjom mówiąc o tym, co Cię uwiera i czego potrzebujesz.

2. Kłótnie pozwalają poczuć, że mamy wpływ na swój związek i kontrolę nad własnym życiem – że możemy swoim działaniem coś zmienić

Jeśli doszło do konfrontacji, to znaczy, że zawalczyliśmy o to, co dla nas ważne. To z kolei pozwala nam poczuć, że umiemy troszczyć się o zaspokojenie naszych potrzeb i nasz dobrostan psychiczny, nie jesteśmy bierni i stanowimy sami o sobie. Jeśli umiemy stanąć w obronie swoich potrzeb, wartości i przekonań – oznacza to, że postępujemy asertywnie. Umiejętność obrony własnych przekonań i otwarte komunikowanie partnerowi swoich potrzeb są też przejawem szacunku do samych siebie i wzbudzają szacunek partnera, który wie, choćby podświadomie to odczuwając, że musi się z nami liczyć. Z jednym tylko zastrzeżeniem – to zadziała, jeśli kłócisz się dobrze (m. in. zachowując szacunek dla partnera i unikając przemocy).

3. W świecie wiecznego pośpiechu i zabiegania czasem to właśnie kłótnie pozwalają powiedzieć partnerowi o swoich uczuciach i potrzebach

Jesteśmy zagonieni, zmęczeni, zestresowani, nie mamy czasu mówić partnerowi o tym, co nas dręczy i co myślimy o różnych sprawach. Ledwo starcza doby na załatwienie wszystkich pilności (praca, zakupy, ogarnięcie domu, spacer z psem i już jest 22.00…), późnym wieczorem na ogół nie chce się już podejmować rozmów na poważne i/lub przykre tematy. A w kłótni nie ma wyjścia! Skoro zostaliśmy wywołani do tablicy i spokój i tak szlag trafił, to jedziemy z koksem! Gniew pozwala nam zebrać się w sobie i poruszyć wątki, na których rozpoczęcie na ogół nie mamy czasu i sił.
Czasem nie zaczynamy rozmowy, bo w ogóle wątpimy, czy „to coś da”. Jeśli dochodzi do kłótni – nie mamy wyjścia, nie zastanawiamy się już, czy nam się chce rozmawiać o domowych finansach, albo czy nasze uwagi zmienią postępowanie partnera, albo, że może jutro porozmawiamy, bo późno już, a jutro ciężki dzień. Nie! Skoro wkurzyliśmy się i doszło do kłótni, nic już nie ma do stracenia – otwieramy się! I dobrze, ponieważ to oczyszcza atmosferę.

4. Kłótnie oczyszczają atmosferę

Jeżeli dochodzi do otwartej konfrontacji, w której strony powiedzą sobie szczerze, co myślą i czują na określony temat – automatycznie likwiduje to „ciche dni”, próby manipulacji, niedopowiedzenia, hodowlę uraz i żalów, zachowania pasywno-agresywne. Czyli wszystko to, co jest trucizną dla dobrego związku i zabijaczem bliskości. Oczywiście ten mechanizm zadziała tylko wtedy, jeżeli kłótnia doprowadzi do porozumienia (zawarcia pokoju albo chociaż rozejmu). Jeśli zostawimy ją całkowicie otwartą… cóż, będziemy żyć na linii frontu.

5. Kłótnie uświadamiają nam bardzo ważną prawdę o związkach – jesteśmy różni

Jeżeli oczekujemy, że partner będzie myślał, czuł i funkcjonował tak samo jak my, że będzie miał identyczne potrzeby, poglądy i zdanie na każdy temat… srogo się zawiedziemy. Do zbudowania szczęśliwego związku konieczne jest przyjęcie, że będziemy się od siebie różnić, i w ciągu życia niejednokrotnie podzieli nas pogląd na tę, czy inną sprawę. Że nie wspomnę o różnych gustach, hobby i przyjaciołach.
Oczywiście ciężko zbudować związek z kimś, z kim różnimy się w kwestiach fundamentalnych, ale w codziennym życiu z osobą o takim samym systemie wartości z pewnością wielokrotnie będą uwidaczniać się różnice w naszych poglądach i decyzjach. I co z tego? Nic! To jest i będzie naturalne i normalne. Celem nie jest znaleźć i związać się ze swoim sobowtórem, tylko umieć różnić się konstruktywnie. Czyli po prostu dobrze kłócić.

6.Kłótnie cementują związek

Jeżeli dochodzi pomiędzy nami do konfrontacji i zostaje ona zakończona sukcesem – przez co rozumiem dojście do porozumienia (ustępstwo, zdrowy kompromis, uzgodnienie stanowiska, przeprosiny – cokolwiek, co zdaniem obu stron zakańcza konflikt i jest dla nich satysfakcjonujące) partnerzy uczą się, że można się kłócić i przetrwać. Że można się kłócić i nie rozstawać. Uczą się, że warto mówić o swoich uczuciach i sygnalizować swoje potrzeby. Kiedy piszę „mówić o swoich uczuciach” nie mam na myśli tego, żeby „pięć godzin siedzieć, płakać i dzielić włos na czworo” jak kobiety w szowinistycznych, stereotypowych żartach, ale to, żeby wydusić z siebie komunikat: „wkurza mnie, że Twoja matka ciągle krzywo na mnie patrzy”. Pomiędzy partnerami, którzy z sukcesem wychodzą z kłótni, wzrasta również intymność. Dowiadują się, jak myśli i czuje druga strona. Ta wiedza umożliwia im lepsze wspieranie partnera i bardziej skuteczne zaspokajanie jego potrzeb. Dzięki dobrej znajomości siebie nawzajem i aktywnym wspieraniu partnera stajemy się sobie bliżsi. Zapamiętujemy też, że możemy przetrwać niejeden sztorm i dalej być razem. Szczęśliwie.

Joanna
Joanna
Joanna Miłkowska – Rębowska – psycholog, autor, żona, adwokat, szkoleniowiec, mediator, mama (kolejność chronologiczna).

4 Komentarze

  1. Aga napisał(a):

    Zgadzam sie z każdym z tych argumentów. Związek w którym nie istnieją kłótnie jest dla mnie podejrzany, bo uważam, ze jeśli się nie kłócimy to znaczy że mamy siebie głęboko w nosie. Po kłótniach następuje godzenie się i ono jest przyjemne 🙂

    • Joanna Joanna napisał(a):

      Cóż mogę powiedzieć, zgadzam się! Jeśli słyszę „my się nigdy nie kłócimy” od razu zapala mi się czerwona lampka…

  2. Izabela Kowalczyk napisał(a):

    Mam na ten temat trochę inne zdanie, ja wychodzę z założenia że słowo potrafi bardziej zranić niż czyn, bo słowo zapada gdzieś głęboko w serce i zawsze wraca. Do „dobrej” kłótni trzeba dorosnąć. Ja wolę wyjść albo milczeć, choć to wcale nie jest łatwe. Emocje nagromadzone podczas kłótni są bardzo niebezpieczne, czasem jedno słowo powiedziane za dużo w emocjach, może popsuć wszystko w związku.

    • Joanna Joanna napisał(a):

      Z uwagi na dużą moc słów – a zwłaszcza wielkich słów typu „nienawidzę Cię” albo „nie widzę dla nas przyszłości” (nie wspominając o „jesteś idiotą”) uważam, że warto zrobić w kłótni przerwę na oddech. Właśnie po to, żeby się nie zapędzić. I nie mówić bolesnych rzeczy po to, by zranić. Kłótnia w związku nie jest przecież walką z wrogiem. Chyba, że jest, ale to już zupełnie inna historia i zupełnie inny problem (jak się rozstać, czy się rozstać, kiedy się rozstać i jak przetrwać rozstanie).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.