Czy kursy samoobrony dla kobiet mają sens?

kursy samoobrony dla kobiet

Wiele znanych mi kobiet zastanawia się lub zastanawiało nad wzięciem udziału w kursach samoobrony. Myślały o tym, ponieważ chciały poczuć się bezpiecznie. Chciały nabrać przekonania, że kluczami, parasolką albo inną bliżej nieokreśloną metodą/techniką „poradzą sobie” w przypadku ewentualnej napaści. Pomimo, iż osoby o których mówię nie chadzają nocą po parkach samotnie i nie chodzą po ulicach w „prawienegliżu” wołając „oprócz wyglądu mam w torebce milion dolarów” albo „je… dowolnie wybrany klub piłkarski”, były wielokrotnie zaczepiane, kradziono im torebki, albo oferowano darmowy pokaz rozchylania płaszcza, pod którym nie ma innych warstw odzieży.

Po kolejnym babskim spotkaniu, na którym powrócił wątek „a wiecie, że teraz (tu wstawić dowolnego organizatora) organizuje kursy samoobrony dla kobiet? Może by się tak wybrać?” postanowiłam zapytać fachowca w branży, czy takie kursy mają sens.

Fachowiec – Jarosław Rogowski (międzynarodowy ekspert bezpieczeństwa osobistego, właściciel łódzkiej szkoły samoobrony i walki wręcz The place) sam je prowadzi, nie spodziewałam się zatem, że określi je jako bezsensowne. I rzeczywiście powiedział, że mają sens, i że z takich zajęć warto korzystać, ale z kilkoma zastrzeżeniami.

Po pierwsze, taki kurs „zwiekszający zdolność obronienia się” musi być prowadzony w sposób, który nie będzie dawał fałszywego poczucia pewności siebie (co do swoich umiejętności obrony przed napastnikiem) i nie spowoduje osłabienia instynktu samozachowawczego.

Po drugie, podstawą kształcenia umiejętności obronienia siebie (i osoby trzeciej, na przykład dziecka) powinno być uczenie w pierwszej kolejności zapobiegania sytuacji zagrożenia. Najpierw nauka przewidywania i myślenia. Tutaj powracają być może banalne, ale bardzo sensowne zasady bezpieczeństwa dotyczące uważnego wybierania dokąd, o której godzinie i z kim się idzie. Prewencja jest istotna także z tego względu, że w zdecydowanej większości przypadków kobieta jest słabsza od mężczyzny i jej szanse w starciu są po prostu mniejsze. Powinna zatem dążyć do uniknięcia starcia i wykorzystywania przewagi, jaką daje jej intuicja.

Po trzecie, dobrze prowadzony kurs jest silnym przeżyciem. Nie może bowiem, jeśli ma być skuteczny, być zabawą w „sporty walki”. W takim kursie nie chodzi o radość ruchu i baletowe tańczenie wokół siebie. Jego elementami powinny być symulacje zmierzające do wytrenowania technik obrony w sytuacji realistycznej, czyli ataku na pełnej prędkości i agresji. Oczywiście nie z użyciem pełnej siły, ale w sposób pokazujący, jak wygląda atak rzeczywisty, a nie jego model pokazany grzecznie i w zwolnionym tempie. Atak agresywny (także werbalnie) jest też potrzebny choćby po to, by oswoić kursantki z sytuacją brutalności i w związku z tym pomóc kształcić umiejętność opanowania stresu i strachu w sytuacji prawdziwego zagrożenia. W dużej mierze samoobrona jest sztuką opanowania i kalkulacji w sytuacji zagrożenia oraz… wzbudzenia w sobie agresji.

Po czwarte zatem, musisz umieć obudzić w sobie bestię. Nie można obronić się przed brutalnym atakiem w module „kulturalna dama przy herbatce bardzo przeprasza, ale spróbuje wbić Panu palec w oko, by jej Pan nie pobił”. Trzeba umieć wzbudzić w sobie agresję i determinację do obronienia siebie (i ewentualnie osoby trzeciej).

Po piąte, kurs powinien uczyć skalowania reakcji, czyli oceny zagrożenia. Czy nadchodzi bezpośredni atak? Czy już się bronić? Czy jest szansa, że sytuacja „rozejdzie się po kościach”? A może człowiek, którego widzę nie jest zagrożeniem, to po prostu pijany bezdomny, który krąży po parku i zagaduje wszystkich, ale nie zamierza zrobić nikomu krzywdy? Dobrze, żeby kurs pomagał odróżniać sytuacje, kiedy możliwe są tzw. negocjacje kryzysowe, czyli agresora można „ugadać”, od sytuacji, w których trzeba skoncentrować się tylko na działaniu.

Po szóste, kurs samoobrony powinien zapewnić możliwość skutecznego wyjścia cało z sytuacji zagrożenia. Celem nie jest pokonanie kogokolwiek, a ocalenie siebie. Dla przykładu, przy przewadze sił charakteryzującej zazwyczaj mężczyznę względem kobiety sukcesem jest już wyswobodzenie się z uchwytu czy uścisku i nie jest to łatwe. Nauka samoobrony nie powinna zatem koncentrować się na uczeniu skomplikowanych technik, rzutów, zakładania dźwigni itp., ponieważ wytrenowanie umiejętności skutecznego zastosowania tych technik wobec silniejszego przeciwnika i w sytuacji silnego stresu jest procesem długotrwałym i wymagającym dużego nakładu pracy od trenującego. Techniki samoobrony muszą być proste do zastosowania i pomagać zniwelować przewagę fizyczną napastnika. Z tej przyczyny pomocne są działania takie jak gryzienie, ataki na oczy i… krzyk. Tak, krzyk, ponieważ nie chodzi o pokonanie agresora, tylko o wyjście cało z sytuacji zagrożenia. Jest on więc także techniką obrony.

Po siódme, oprócz prewencji, i prostych, powtarzalnych technik kurs powinien uczyć rozpoznawania i wyczucia dystansu, a także obrony przed niesygnalizowanym atakiem.

Podsumowując, zdaniem Jarosława, kurs wart jest uwagi (i pieniędzy!), jeśli:
– uczy prewencji i prostych, możliwych do wykonania także w sytuacji silnego stresu technik,
– nie daje złudnego poczucia mocy i nie zachęca do mniej ostrożnego zachowania („nikt nie musi po mnie przyjeżdżać na dworzec, przejdę przez park do domu, w końcu byłam na kursie”),
– uczy trafnej oceny sytuacji (czy ten człowiek jest zagrożeniem? Czy z tej sytuacji będą kłopoty?).

Kurs, który spełnia powyższe wymagania nie uczyni z nikogo van Damme’a, ani nie nauczy poskramiania złoczyńców obcasami i szminką. Może jednak zwiększyć szanse na wyjście cało z sytuacji zagrożenia.

Joanna
Joanna
Joanna Miłkowska – Rębowska – psycholog, autor, żona, adwokat, szkoleniowiec, mediator, mama (kolejność chronologiczna).

4 Komentarze

  1. Sylwia napisał(a):

    Nie uczestniczyłam dotąd w takim kursie, choć z pewnością jest on bardzo przydatny. Zwłaszcza, jeśli oparty jest na powyższych założeniach.

  2. Kasia napisał(a):

    Zwrocilas uwagę na bardzo ważny aspekt. Część pań po kursie samoobrony, nabywa nieuzasadnionego poczucia nieśmiertelności. I to jest dla nich zgubne.

  3. Maria Tamara napisał(a):

    Dużo sensownych rad na temat wyboru odpowiedniego kursu 🙂 Nauka samoobrony to sprawa ważna, szczególnie dla kobiet, które nadal dla wielu mogą być łatwym celem napaści. Każda powinna moim zdaniem taki rozważyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.